Puzzle na bloga, na przykładzie Blogspot.com

Każdemu blogerowi, prędzej czy później, choćby blog początkowo był pisany wyłącznie dla siebie, zaczyna zależeć na odwiedzinach Internautów. Oczywiście ciekawa treść najlepiej przyciąga odwiedzających. Co jednak zrobić, gdy chcemy, żeby nasz blog oferował coś jeszcze? Możemy sobie wyobrazić, że gra online oferowana na blogu sprawi, że Internauci będą chętniej do nas wracać i spędzać na naszym blogu więcej czasu. Przy okazji mamy większą szansę, że natkną się na nowy, ciekawy wpis. Dobrym dodatkiem na bloga będą więc puzzle online.

Serwisem oferującym darmowe puzzle na bloga i stronę wwwPuzzle Online (www.ipuzzle.pl). Instalacja puzzli na blogu lub stronie jest prosta, o ile mamy prawo wstawiać do wpisów lub innych elementów strony kodu html i javascriptu. Brzmi przerażająco? Niepotrzebnie. Za chwilę pokaże jak to zrobić, krok po kroku. Jako przykład wybrałem platformę blogową Googla – Blogger.com, oferującą bezpłatne blogi w domenie blogspot.com. Googlowe blogi oferują świetną funkcjonalność i duży stopień niezawodności przy zachowaniu bardzo prostej obsługi. Oczywiście czynności, które musisz wykonać, żeby wstawić puzzle na innego bloga, będą zbliżone. Szczegóły będą się różnić, natomiast zasady pozostają te same.

Pierwsze co musimy zrobić, to zdecydować, czy chcemy przygotować specjalny post, w którym zachęcimy czytelników do układania i rywalizacji z innymi Internautami, czy też wstawimy obrazek na panelu bocznym bloga, tak żeby zawsze był dostępny. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zrobić obie te rzeczy jednocześnie. Zacznijmy jednak od początku.

Pobieramy puzzle

Aby móc wstawić puzzle na naszą witrynę musimy odwiedzić sekcję serwisu Puzzle Online odpowiedzialną za dodatki na bloga. W tym celu w przeglądarce wpisujemy adres http://www.ipuzzle.pl/webmasters.php i podziwiamy mnogość obrazków, które mamy do wyboru. Gdy już zdecydujemy się na właściwe, pasujące do naszego bloga, zdjęcie, klikamy na nim.

Pojawi się krótki formularz, w którym musimy podać adres i nazwę naszego bloga oraz wybrać kilka parametrów. Wybieramy jaki ma być rozmiar zdjęcia prezentującego puzzle na naszej stronie. Jasne jest, że jeżeli puzzle wstawiamy do panelu bocznego, to odpowiednie będzie małe zdjęcie, a jak poświęcimy im osobny post, to możemy wybierać między małym a dużym. Ilość wyświetlanych najlepszych wyników to decyzja, która może podgrzać czytelników do rywalizacji. Oczywiście lista zabierze trochę miejsca, więc jeżeli nie przewidujemy pędu do rywalizacji, możemy z niej zrezygnować. Trochę miejsca zabierze też opis obrazka, z którego możemy zrezygnować, chyba że zależy nam na walorach edukacyjnych gry. Wybór, czy chcemy by przycisk „ułóż puzzle” był widoczny, to w gruncie rzeczy ocena domyślności naszych gości. Gdy wybraliśmy duży obrazek z opisem to taki przycisk będzie bardzo wskazany, natomiast gdy chcemy wstawić tylko miniaturkę zdjęcia na boczny panel, możemy zastanowić się czy z niego nie zrezygnować. Ostatnim elementem jest wybór kolorystyki naszego gadżetu. Od niej zależy jak dopasowane będą puzzle do naszego bloga. Na szczęście po każdej zmianie w formularzu widzimy podgląd na żywo naszego widżetu.

Gdy już jesteśmy zadowoleni z wyglądu, a dane, które wpisaliśmy są poprawne, wciskamy przycisk „wyślij”. Pokazuje się strona, na której wyświetlany jest kod HTML, który musimy przenieść na swojego bloga. Kopiujemy ten kod do schowka, a dla pewności możemy też zapisać w jakimś pliku tekstowym i logujemy się do bloga.

Puzzle jako osobny post

Załóżmy na początek, że chemy polecić czytelnikom rywalizację w osobnym poście. Wchodzimy więc w tworzenie nowego posta – zakładka zamieszczanie postów/utwórz. Tego jak napisać tekst zachęcający do układania puzzli, nie będę tłumaczył wytrawnym blogerom. Gdy natomiast chcemy wstawić wygenerowany kod HTML, aby w odpowiednim miejscu pokazały się puzzle, przełączamy zakładkę edytora z „Nowy post” na „Edytuj kod HTML”.

Po tej czynności pozostaje wkleić kod i opublikować post. Od tej pory możemy oczekiwać na komentarze czytelników, którzy będą pewnie się chwalić osiągniętym wynikiem.

Puzzle w panelu bocznym

Wstawienie puzzli do panelu bocznego nie jest wiele bardziej skomplikowane. Pamiętać należy tylko, żeby przy wypełnianiu formularza w serwisie Puzzle Online wybrać mały obrazek i zrezygnować jego opisu. Jest to konieczne, żeby szerokość widżetu nie była zbyt duża.

Aby zmienić panel boczny musimy, po zalogowaniu do bloga, przejść do zakładki „Układ” / „Elementy strony” i w odpowiednim miejscu wybrać „dodaj gadżet”.

W okienku, które się otworzy wybieramy plusik przy pozycji „HTML/JavaScript” a następnie podajemy jakiś tytuł (np. puzzle) i większe pole wklejamy kod HTML pobrany z serwisu z puzzlami. Po akceptacji i zapisaniu układu bloga przy użyciu przycisku „zapisz”, możemy podziwiać nowy układ. Proste, prawda?

Czy może to być atrakcyjny element dziennika internetowego, każdy bloger musi ocenić sam. Może jednak warto umieścić puzzle na próbę. Jest to element niewątpliwie ożywiający witrynę.

Reklamy

„Ulubione” zawsze pod ręką

Jeżeli jesteś aktywnym użytkownikiem Internetu, zapewne wielokrotnie słyszałeś „social bookmarking”. Nie wszyscy jednak wiedzą co to dokładnie jest i „z czym to się je”. Wiele osób może być zaskoczonych informacją, że to jedna z bardziej przydatnych rzeczy wymyślonych dla Internautów w ostatnich latach. Serwisy należące do grupy „społecznych zakładek” spełniają trzy główne funkcje. Przede wszystkim pozwalają gromadzić odnośniki do ciekawych stron, czyli służą za popularne zakładki czy ulubione (jakkolwiek by to nazwać). Drugą funkcją jest możliwość dzielenia się adresami ze znajomymi i po części także z nieznajomymi. Nie do przecenienia jest również fakt, że są kopalnią linków – zawsze znajdziemy tam coś ciekawego, co polecają inni Internauci.

Ktoś może powiedzieć, że przecież to wszystko już było. Mamy zakładki w przeglądarce, adresy stron wysyłamy pocztą, a od gromadzenia wartościowych stron są katalogi. Tak, to była prawda, jeszcze kilka lat temu. Idea web2.0 rozwinęła się ułatwiając nam życie, a administratorów katalogów uwolniła od odpowiedzialności decydowania co jest ciekawe czy wartościowe, a co nie. Można sobie wyobrazić, że mamy dostęp do zakładki z ulubionymi stronami w każdym miejscu na świecie, a znajomym podsyłamy adresy przy dodawaniu ich do menu z faworytami. Zbyt piękne, żeby było prawdziwe. Otóż nie, właśnie od tego jest social bookmarking. Adresy stron gromadzimy w bazie zapisanej gdzieś na serwerze w globalnej sieci i nie ma znaczenia, czy jesteśmy w domu czy w pracy – na każdym komputerze tak samo łatwo odnajdziemy właściwą stronę.

Czy można oczekiwać więcej? Można. Przy klasycznych zakładkach przeglądarkowych trudno jest o zachowanie dostatecznego porządku, a przy dużej ilości adresów także o znalezienie właściwej informacji. Możemy oczywiście tworzyć foldery i podfoldery oraz podfoldery podfolderów, jednak wymaga to dużej dyscypliny przy dodawaniu adresów. Powoduje to też, że nie zawsze dodajemy wszystkie strony, na które warto wrócić. Istnieje natomiast rozwiązanie, które pomaga gromadzić adresy wszystkich stron, które wydadzą się wartościowe i nie pogubienie się w tym. Mechanizmem o którym mowa jest tagowanie. Właściwie nie ma dobrego, oddającego istotę sprawy, tłumaczenia słowa „tag”. Jakimś przybliżeniem może być „etykieta” lub „słowo kluczowe”. Przykładowo do zapisania strony drukarni z Torunia, w której chcemy wykonać wizytówki, moglibyśmy stronie przypisać tagi „drukarnia„, „wizytówki”, „Toruń” i „firmy”. Potem gdy będziemy chcieli odnaleźć stronę, to poza oczywistym przeglądaniem całej listy ulubionych witryn, lepiej wybrać lub wpisać któreś z powyższych słów.

O tym, że mechanizm tagów się sprawdza może świadczyć fakt, że nowe wersje przeglądarek umożliwiają nadawanie etykiet adresom dodawanym do klasycznego katalogu z ulubionymi stronami. Zanim jednak producenci przeglądarek dojrzeli do tej decyzji, powstało wiele dodatków zastępujących klasyczne menu „bookmarks”. Powiązane są one zazwyczaj z serwisami zakładkowymi, którym poświęcony jest ten artykuł. Zwykle takie serwisy oferują oficjalne wtyczki do przeglądarek, jednak warto rozejrzeć się czy nie ma lepszych, niezależnych dodatków. Oczywiście plugin do przeglądarki nie jest warunkiem korzystania z takiej witryny. Co więcej, jeżeli wystarczy nam podstawowa funkcjonalność, to czasem wystarczy przeciągnąć odpowiedni skrót w wygodne miejsce na panelu przeglądarki. Wydaje się nieco skomplikowane? Wszystkie czynności są zazwyczaj świetnie i przejrzyście opisane w serwisach gromadzących ulubione adresy.

Wiem, że najlepiej do wyobraźni przemawiają konkretne przypadki. Ja korzystam z serwisu Delicious, czyli popularnych Delicji. Do tej pory nie zawiódł mnie ani razu, natomiast zmienił moje podejście do „ulubionych”. Teraz zapisuję każdą stronę, która może mi się w przyszłości przydać. Używam nieoficjalnego plugina do przeglądarki Firefox. Dzięki temu na swoich komputerach mam błyskawiczny dostęp do odczytywania i dodawania adresów, a gdy potrzebuję odnaleźć jakiś adres pracując na obcym sprzęcie – używam interfejsu www udostępnionego przez Delicious. Pewnie zadajesz sobie pytanie – jak zacząć?

Pierwszym krokiem jest rejestracja w serwisie. Po wypełnieniu krótkiego formularza, w którym wybieramy m.in. login i hasło przechodzimy do importu zakładek. Do wyboru mamy wariant prosty i z wyborem dodatkowych opcji. Możemy też wybrać czy zaimportowane z przeglądarki „ulubione” mają pozostać prywatne, czy mają być widoczne publicznie. Oczywiście jeżeli mamy bookmarki do stron, którymi nie chcemy się chwalić (lub urle zawierają login lub co gorsza hasła), to z pewnością nie czynimy ich publicznymi. W przeciwnym wypadku proponuję podzielić się ze społecznością naszymi linkami. Wybieramy też, czy do naszych odnośników mają zostać automatycznie dodane etykiety, które wybrali inni Internauci i wybrać tagi, które mają być automatycznie dodane do każdego wpisu (np. „zaimportowane” lub „stare”). Jeżeli nasza przeglądarka ma zainstalowaną wtyczkę obsługującą Delicious, to import zostanie wykonany automatycznie. Jeżeli nie, to możemy to zrobić ręcznie przez wysłanie pliku konfiguracyjnego, w którym przeglądarka zapisuje ulubione strony. W każdym z przypadków zostaniemy poprowadzeni za rękę i należy tylko postępować zgodnie z instrukcją.

Oczywiście można także zupełnie pominąć import aktualnych bookmarków i zacząć je gromadzić od początku, ręcznie dodając tylko te najważniejsze. Może to być świetny pretekst do zrobienia porządku w odnośnikach i zweryfikowania, które są faktycznie potrzebne. Niewątpliwie też dzięki temu wszystkie wpisy na Delicious będą miały właściwe, nadane przez nas tagi. Jedynym przeciwwskazaniem do takiego postępowania jest posiadanie setek ulubionych stron, wtedy import automatyczny będzie znacznie szybszy.

Gdy już mamy konto, możemy zacząć dodawać linki. Możemy zrobić to z pomocą zainstalowanej w przeglądarce wtyczki lub poprzez interfejs strony Delicious. Poza adresem strony www, tytułem i krótkim opisem, który oczywiście można pominąć, dodajemy wspomniane wcześniej tagi. To właśnie dzięki nim będziemy w stanie szybko odnaleźć wpis, o który nam chodzi. Tutaj pojawia się także dodatkowa możliwość – możemy polecić adres znajomym. Przykładowo podając etykietę „for:techniczny”, kierujemy odnośnik do użytkownika o loginie techniczny. Będzie mógł go obejrzeć w skrzynce pocztowej. Gdy natomiast ma zainstalowany właściwy dodatek do przeglądarki, pojawi się na pasku stanu dodatkowa ikona przypominająca o fakcie odebrania adresu strony od znajomego.

Prześledźmy do na przykładzie. Załóżmy, że chcemy dodać do zakładek stronę Puzzle Online. W polu adres strony wpisujemy http://www.ipuzzle.pl, tytuł możemy zmienić np. na „Dobre puzzle internetowe” lub cokolwiek innego, co będzie nam się jednoznacznie kojarzyć ze stroną. Możliwość ręcznego nadania tytułu przydaje się szczególnie gdy sama strona ma tytuł bardzo długi lub niewiele mówiący o treści. Opis możemy zostawić pusty, natomiast do tagów możemy wpisać przykładowo „gry„, „puzzle”, „rozrywka”. Gdy już zapiszemy odnośnik, zostanie on dodany do bazy Delicious. Teraz zawsze możemy do niego wrócić, nawet gdy nie mamy przy sobie własnej przeglądarki Internetowej. Załóżmy, że jesteśmy wieczorem u znajomych i opowiadamy, o puzzlach, które układaliśmy i chcielibyśmy zaprezentować na żywo stronę. Niestety adres wyleciał nam z głowy (nie wszystko przecież trzeba pamiętać). Pamiętamy natomiast, że bookmarki gromadzi dla nas Delicious a nasz login to „techniczny”. Kołata nam się też po głowie, że pewnie stronie przydzieliliśmy etykietę „puzzle”. Wpisujemy więc w do przeglądarki adres http://delicious.com/techniczny/puzzle i dostajemy wszystkie nasze wpisy oznaczone tagiem „puzzle”. Proste? Jeżeli nie, to po trzeciej takiej sytuacji będzie już proste i intuicyjne. Przydatności natomiast zaprzeczyć nie można.

Dodawanie wpisu do Delicious

Delicious to tylko jeden z serwisów gromadzących prywatne odnośniki. Jak to bywa w Internecie, jego sukces spowodował powstanie wielu podobnych stron. Niektóre z nich są być może nawet lepsze, tylko mniej popularne. Delicious cechuje duża niezawodność i dostępność dopracowanych dodatków – oficjalnych i nieoficjalnych. Może jednak warto przyjrzeć się także polskim odpowiednikom, takim jak Linkologia, Iloggo czy Elefanta. Każda z nich ma swoje zalety i wierną społeczność. Jeżeli chodzi o funkcjonalność i obsługę to najbardziej zbliżona do Delicious jest Linkologia.

Jeżeli już mówimy o idei „społecznego linkownia” nie sposób nie wspomnieć o serwisach, w których nacisk położono na dzielenie się linkami, praktycznie pomijając opcję gromadzenia prywatnych odnośników. Niesamowitą wręcz popularnością na świecie cieszą się Digg i Reddit, będące nieprzebraną wręcz skarbnicą ciekawych odnośników. Digg doczekał się nawet zjawiska nazywanego „Efekt Digga” – w momencie gdy odnośnik trafia na główną stronę tego serwisu, serwery obsługujące polecaną stronę często nie wytrzymują naporu odwiedzających. W Polsce największą popularnością cieszy się Wykop, który nie tylko nazwę wzoruje na Diggu. Warto też wspomnieć o równie ważnych, choć często nastawionych na konkretne grupy odnośników, stronach – OsNews, Gwar czy Sfora.

Bez serwisów gromadzących odnośniki można długo żyć, nie zdając sobie nawet sprawy, że istnieją. Gdy jednak zaczynamy z nich korzystać, szybko dostrzegamy ich liczne zalety i przyzwyczajamy się do innego stylu gromadzenia odnośników do ulubionych stron. Z czasem trudno sobie wyobrazić efektywne wykorzystanie Internetu bez takich witryn, szczególnie gdy często siadamy do komputerów w różnych miejscach.

Gry przez www – co wybrać?

Kiedy przypomnisz sobie Internet sprzed kilku lub kilkunastu lat, zdasz sobie sprawę, jaką wielką metamorfozę przeszedł. Czy to była ewolucja czy ciąg rewolucji – można się spierać. Jedno nie ulega wątpliwości – Internet się zmienił, tak jak zmieniło się podejście i oczekiwania Internautów.

Kiedyś szczytem technologii było wyświetlenie na stronie statycznego zdjęcia. Dzisiaj nie wystarczają już filmy z dźwiękiem – widz oczekuje interakcji. Internauci przyzwyczaili się, że wiele z tego, co dzieje się w sieci ma realny na prawdziwy świat. Z drugiej strony coraz łatwiej zatopić się w wirtualnym świecie, zupełnie zapominając o „realu”. Rozrywką, lub jak twierdzą niektórzy – nałogiem, który wciąga ludzi do cyberprzestrzeni są gry online.

W dzisiejszych czasach właściwie niewiele jest gier, które można by określić jako w 100% off-line. Nawet tak zwana gra pudełkowa, kupiona w sklepie zazwyczaj pozwala połączyć się z innymi graczami przez globalną pajęczynę. Ba, czasami nawet tego wymaga, a gra w pojedynkę właściwie nie ma sensu. Jednak poza tradycyjnym rynkiem gier, który niewątpliwie ewoluował w ostatnich latach, pojawiła się osobna kategoria pożeraczy czasu – gry przez www, czyli witryny umożliwiające rozgrywkę przy użyciu zwykłej przeglądarki www (słyszałem nawet nawiązujące do tego, dziwaczne określenie „gry browserskie”). Ich rozwój zapoczątkowała obecna w przeglądarkach do dzisiaj Java, prawdziwą rewolucję rozkręcił Flash, a dojrzałe projekty często używają technologii AJAX, czyli mówiąc w uproszczeniu połączenia HTMLa, styli i javascriptu. Oczywiście dla prawdziwych graczy technologia nie jest zupełnie ważna, liczy się rywalizacja.

W sieci znaleźć można masę gier – jedne są mniej udane, inne bardziej, niektóre to prawdziwe hity. Do końca trudno określić, co tak naprawdę powoduje, że gra odnosi sukces. Niewątpliwie największy wpływ mają gracze, którzy poświęcają na nią swój czas, co jednak ich do tego skłania? Jaki jest sekret najważniejsze cechy gry online – grywalności? Dużą rolę na pewno odgrywa element rywalizacji. Co z tego, że gra jest online, gdy nie możemy zmierzyć się z innymi graczami, czy choćby porównać swoich wyników z osiągnięciami innych? Z rywalizacją wiąże się drugi, niemniej ważny czynnik – przynależność do społeczności. Może to być wspólne plemię, z którym budujemy pokojową osadę lub wyprawiamy się łupić niewinnych osadników z innej grupy. Łupieni też się zżywają, bo nic tak nie wiąże jak wspólne problemy. Społecznością może też być ogół graczy – tych najlepszych i tych próbujących im dorównać. Często spotykają się o stałych godzinach i rywalizują na nowych poziomach gry lub w nowych światach. Tak czy inaczej gra online i bycie częścią społeczności może być sposobem na życie. Gra w przerwach między zajęciami może przerodzić się w zajęcia w przerwach gry. Trzeba z tym uważać, gdyż któregoś dnia możemy zacząć ustawiać budzik na 3 rano, aby wypuścić statki kosmiczne na wspólną, doskonale skoordynowaną grabież z kolegami z Florydy.

Królową gier przeglądarkowych wiele osób zgodnie okrzyknie OGame. Olbrzymia międzynarodowa społeczność, wśród której sporo jest prawdziwych fanatyków, czynią grę niezwykle dynamiczną. Wspólne wojny (ze sobą i przeciw sobie), sojusze, negocjacje to elementy, które przyciągają ludzi na całym świecie. Do tego dochodzi dobrze przemyślany, bardzo rozległy świat, masa opcji i mamy przepis na sukces. Umieszczenie gry w przestrzeni kosmicznej było dobrym krokiem; sprawia, że wszelkie uproszczenia i niekoniecznie logiczne prawa łatwo jest uzasadnić. Część zasad wynika, jak w wielu grach tego typu, że projektując świat i prawa gry człowiek nie jest w stanie przewidzieć wszystkiego. Skala gry i zgranie ludzi sprawia, że mogą dziać się rzeczy, których projektanci wcześniej nie przewidzieli. Wszystkie wprowadzone zasady wykorzystywane są na różne sposoby. W zasadzie standardem jest planowanie ataków, które mają dotrzeć równo z różnych miejsc, o określonej godzinie, a tak naprawdę sekundzie, nie dając przy tym żadnej możliwości obrony. Czy tak miało być? Pewnie nie, ale trzeba to zaakceptować i przystosować się do tego brutalnego świata, czerpiąc z gry przyjemność. Jak bardzo nośnym tematem jest kolonizacja kosmosu wystarczy popatrzeć na konkurentów OGame – chociażby WarpFire, Darkpirates czy należąca do nieco innego gatunku Eve Online.

Innym hitem opartym o rozwój ekonomiczny i walkę jest Travian. Realia krańcowo różne od OGame, ale zasady podobne. Zaczynamy grę od małej osady, którą stopniowo rozwijamy stawiając na gospodarkę lub rozwój militarny, czasem z sukcesem znajdując złoty środek. Jednak nawet najsilniejsza armia i zwarta grupa osad obronnych na nic się nie zda gdy wokół sami wrogowie. Pół biedy gdy atakują nas w pojedynkę, gdy się dogadają – biada nam. Dlatego najważniejsze są sojusze. W okolicy można znaleźć osady graczy, którzy będą chcieli współpracować, wspólnie się bronić i atakować. Przy budowie sojuszu można używać różnych argumentów, pamiętając jednak, że wewnętrzne wojny mogą osłabić wszystkich. A wróg nawet gdy jest daleko, to z pewnością nie śpi, tylko knuje. Gdy już mamy silny sojusz i potrafimy się obronić, negocjacje przenoszą się na wyższy poziom. Któremu z sojuszy wypowiedzieć wojnę, a z kim zachować pokój, żeby ostatecznie nasi przeciwnicy walczyli ze sobą nawzajem, pozwalając nam rosnąć gospodarczo i militarnie w siłę. To pozwoli nam przejść do ostatniego etapu – budowy Cudu. Bo wygrywa ten sojusz, który pierwszy wybuduje budowlę zwaną Cudem, opierając się atakom przeciwników, którzy późno zwietrzyli co się święci. Prawdziwa polityka. Tutaj także konkurentów jest wielu – Plemiona, Wyspiarze czy Ikariam.

Gdy nie bawi Cię ani polityka, ani wojny, to nie myśl, że gry online nie są dla Ciebie. Zawsze można skorzystać z usług serwisu Puzzle Online i zmierzyć się z masą ciekawych układanek. Nie wydaje się to pasjonujące? Trzeba spróbować i przekonać się, że podobnie jak inne gry online, ta też wciąga. Tak naprawdę trudno stwierdzić, co sprawia, że dany obrazek układamy po raz kolejny i kolejny i kolejny… Gracze zwykle chcą poprawić swój wynik, ale to co ich do tego skłania to osiągnięcia innych. Oczywiście wiele zależy tu od efektu skali – trudno być szybszym od tysiąca graczy, którzy już układali ten obrazek, szczególnie gdy najlepsi mają już na koncie kilkaset ułożonych zdjęć. Dostanie się na listę najlepszych wyników jest dużym osiągnięciem. Może dlatego też stali bywalcy tak czekają na nowe zdjęcia, których lista wyników jest jeszcze pusta. Tu jednak konkurencja jest duża, mamy jednak wrażenie bezpośredniej rywalizacji – czyje wyniki pojawią się na liście sław jako pierwsze.

Oczywiście nie wszystkie gry osiągają sukces. Bez trudu znajdziemy prawie puste światy, na które nikt nie zagląda. Bywa też, że zaczynamy grać, a okazuje się, że wybrany rodzaj rozrywki jest po prostu nudny. Gra może nie być dopracowana, albo może po prostu nie mieć tego czegoś – grywalności. Co z tego, że promocja serwisu jest bardzo silna, umieszczona jest na znanym i poważnym portalu, graczy zalogowanych jest sporo, gdy grać się po prostu nie da. Gra nie może być zbyt schematyczna, muszą pojawiać się nowości – wprowadzane przez projektantów lub przez samych graczy, którzy przez negocjacje, politykę i wojny współtworzą świat. To właśnie powoduje, że gry online wciągają na długie godziny, często dni lub nawet miesiące.

Zanim jednak zaczniesz grać, zastanów się czy masz na to czas. Bo gdy już gra wciąga, to czas się znajduje, zwykle jednak kosztem czegoś innego. A może warto dać się wciągnąć, choćby raz, żeby poczuć ten klimat?

Polski trudny język

Szczególnie dla tłumaczy…

Kurczakiemburger

Kantor wymienny

Podpatrzone podczas wyjazdu na Węgry, w miasteczku Hajduszoboszlo.

Linux jest dla ludzi

O Linuksie słyszało w naszym kraju wiele osób. Dla wielu osób będzie natomiast zaskoczeniem, że są ludzie, którzy z powodzeniem używają tego systemu na swoich domowych komputerach i laptopach. Wśród użytkowników komputerów pokutuje stereotyp, że Linux jest systemem trudnym w obsłudze. Nic bardziej mylnego.

Linux powstał na początku lat 90., chociaż tak naprawdę wywodzi się z systemów uniksowych, które są sporo starsze. W początkowym okresie faktycznie Linux nie był przeznaczony dla przeciętnego użytkownika komputera, nawet biorąc pod uwagę, że przeciętny użytkownik komputera to była trochę inna osoba niż w dzisiejszych czasach. Z czasem jednak sztywny podział świata systemów operacyjnych zaczął się zmieniać – Linux trafił pod strzechy. Główną przyczyną jest oczywiście to, że od swojego powstania przeszedł duże przeobrażenie – dzięki rozwojowi graficznych środowisk, stał się prosty w obsłudze. Nie bez znaczenia jest też fakt, że potrafi współpracować z coraz większą ilością sprzętu obecnego na rynku – drukarkami, kamerami internetowymi, aparatami cyfrowymi, odtwarzaczami mp3, telefonami i całą masą innych akcesoriów.

Co jest największą zaletą Linuksa? Ktoś mógłby powiedzieć, że to, że jest bezpłatny. Tak naprawdę to tylko połowa prawdy. Największą zaletą jest otwartość. Nie dość, że można go za darmo ściągnąć, zainstalować i używać, to przede wszystkim można go dowolnie modyfikować i rozpowszechniać. Każdy może stworzyć własną dystrybucję tego systemu. Nie oznacza to oczywiście, że będziesz to robił, ani że Linuksa tworzą tylko amatorzy, jakkolwiek by to rozumieć. Linux to coraz większy przemysł. Wiele firm inwestuje duże pieniądze w rozwój tego systemu, zarabiając w zamian na wsparciu technicznym świadczonym dużym korporacjom, które także używają tego systemu.

Czy Linux jest lepszy od Windowsa? To pytanie zadaje sobie większość osób. Prawie każdy użytkownik Linuksa odpowie, że tak. Prawda jest jednak taka, że jest inny – jak wszystko ma swoje zalety i wady. W bardzo wielu zastosowaniach jest lepszy, w pewnych ustępuje nieco okienkom z Redmond. Tak przegrywa w dwóch sprawach. Pierwszym z nich jest obsługa sprzętu. Trzeba pamiętać, że przy hegemonii Windowsa większość producentów sprzętu, szczególnie tych oszczędzających kosztem klienta, wydaje sterowniki tylko dla Windows – tak jest po prostu taniej. Jeżeli decydujesz się na instalację Linuksa na swoim komputerze, to prawdopodobnie nie będziesz miał problemów ze sprzętem, jednak gdy będziesz kupować coś nowego do komputera, warto sprawdzić czy są dostępne sterowniki pod system spod znaku pingwina. Oczywiście nie muszą to być oficjalne sterowniki – bardzo często takie oprogramowanie pisze ktoś niezależny od producenta sprzętu.

Drugim minusem są gry, a raczej ich mniejszy wybór. Oczywiście są projekty, które mają umożliwić uruchamianie programów windowsowych pod Linuksem, ale powiedzmy sobie to szczerze – nie zawsze to działa jak należy (chociaż nie jest też z tym aż tak źle). Rozwiązaniem dla graczy jest posiadanie dwóch systemów. Nie ma z tym problemu, wystarczy jeden dysk.

Co natomiast zyskujemy wybierając Linuksa? Legalność bez opłat – nie do pogardzenia w naszej rzeczywistości. Bezpieczeństwo – dzięki konstrukcji systemu i mechanizmom jego aktualizacji możemy spać w miarę spokojnie. Z tego samego powodu nie ima się nas także większość wirusów, choć trzeba oddać Windowsowi, że ta plaga dopadła go w dużej mierze przez gigantyczną popularność systemu. Łatwy dostęp do całej masy programów, świetnie zastępujących swoje okienkowe odpowiedniki. W przypadku większości programów instalacja sprowadza się do uruchomienia aplikacji w stylu „Dodaj/usuń programy” i wybraniu tytułów, które mają być zainstalowane. Komputer sam ściągnie potrzebne pliki z Internetu i przeprowadzi instalację. Proste, prawda? Nie do przecenienia jest też społeczność – liczne fora, na których życzliwi (zazwyczaj) ludzie pomogą rozwiązać nawet złożone problemy, bo wiadomo, że z każdym systemem są czasami jakieś, zwykle małe, kłopoty.

Jak zacząć? Można to zrobić samemu, można poprosić kogoś bardziej zaawansowanego. Jeżeli sam instalowałeś Windowsa to z pewnością poradzisz sobie równie dobrze z Linuksem. Pozostaje kwestia wyboru dystrybucji. A co to takiego? Linux nie jest monolitem, nie tworzy go jedna firma. Istnieje bardzo wiele dystrybucji – jedne są lepsze do serwera, inne na komputer biurkowy – dla początkującego lub zaawansowanego użytkownika. Przygodę z Linuksem najlepiej zacząć od Ubuntu. Jest to bardzo przyjazna dystrybucja, łatwa w instalacji i intuicyjna w obsłudze. Do tego cieszy się dużą popularnością, dlatego łatwo znajdziemy pomoc czy odpowiedź na pytania na licznych forach dyskusyjnych. Co więcej, żeby obejrzeć Ubuntu, nie trzeba go od razu instalować – możliwe jest uruchomienie systemu z płyty cd i przetestowanie go. Można go ściągnąć z sieci lub zamówić darmowe płyty.

Czy to naprawdę działa? Czy da się przesiąść na Ubuntu? Można. Przekonałem do tego systemu wiele osób i wszystkie sobie go chwalą. Są wśród nich osoby, które korzystają z dwóch systemów, ale większość uruchamia tylko Ubuntu. Nie ma lepszego systemu do Internetu, pisania teksów, ale z powodzeniem radzi sobie w wielu innych zastosowaniach. Wchodzisz do gry? Gorąco polecam.