Gry z dawnych lat

Jeszcze nie tak dawno mógłbym napisać „któż z nas nie spędził choć jednej nocy nad grami na swoim ośmiobitowcu” i nie zastanowić się specjalnie nad prawdziwością tego stwierdzenia, uznając je za pewnik. Gdy teraz napisałem te słowa ogarnęło mnie zwątpienie i zacząłem liczyć. Obecni nastolatkowie, gdy Sir Sinclair świętował sukces swojego mikrokomputera, mieli… mieli się urodzić za kilkanaście lat. Ależ ten czas leci. Większość z nich nie widziała pewnie komputera ośmiobitowego, a dyskietki 5,25″ są eksponatem muzealnym. Ba, wkrótce wogóle o istnieniu dyskietek mało kto będzie pamiętał, wszak już dziś zapomnieliśmy o sformułowaniu „dysk elastyczny” dla określenia dyskietki (w odróżnieniu od dysku twardego).

Postęp techniki jaki dokonał się w ostatnich lat jest ogromny i nie zawsze zdajemy sobie z niego sprawę. Mój obecny telefon komórkowy, kilkanaście lat temu mógłby zostać okrzyknięty superkomputerem w miniaturze. Wszak jego moc obliczeniowa jest większa od wszystkich moich poprzednich komputerów domowych, no z wyłączeniem może 2-3 ostatnich. Karta pamięci wielkości paznokcia, na której telefon zapisuje podręczne pliki jest 200 razy pojemniejsza niż mój pierwszy dysk twardy. Nie mówiąc już o tym, że pojemność odpowiadającą temu dyskowi odczytuje w czasie, gdy tamten nie zdążyłby nawet poruszyć głowicą. A jak to porównać do ośmiobitowca? Atari 800XL było bardzo chwalone za szybką obsługę stacji dysków (30 razy szybszą niż odczyt z magnetofonu), a teraz mój telefon jest szybszy 200 razy przy… ściąganiu danych z Internetu. O szybkości procesora taktowanego zegarem 1MHz lepiej nie wspominać.

Czy w takim razie gry z tamtych czasów mogą kogoś bawić? Cała logika, świat i grafika upchnięta w kilkunastu-kilkudziesięciu kilobajtach. Tyle teraz zajmuje miniaturka zdjęcia na stronie internetowej. Czy w to daje się grać? Dla osób przyzwyczajonych do super-hiper efektów rodem z kina odpowiedź prawdopodobnie brzmi – nie. Jak w takim razie wytłumaczyć nieprzespane noce spędzane nad River Raidem?

Przede wszystkim gry na ośmiobitowce były dobrze przemyślane. Dzięki temu wiele z nich cechuje świetna grywalność – coś czego brakuje wielu współczesnym grom. Oczywiście nie twierdzę, że aktualnie produkowane gry są kiepskie, wręcz przeciwnie, wiele z nich to prawdziwe hity i też potrafią zająć na długo. Tamte gry mają jednak swój czar. Pewnie dzisiaj nie przyciągną już nowych graczy, bo nawet mało kto wie jak je uruchomić. Nie każdy ma jeszcze na strychu swój stary mikrokomputer, ale użyć można także emulatora. Jest to program, który pozwala na współczesnym komputerze (lub telefonie czy innym urządzeniu) uruchomić programy przeznaczone na inne platformy (np. na stare Atari czy ZX Spectrum).

Dla osób, które nigdy nie widziały gier z tamtych czasów może to być niezła lekcja historii. Natomiast dla pokolenia 30-40 latków będzie to jak podróż w czasie. A może nawet zdecydujesz się na kupno używanego 8-bitowca? Może to być niezły pomysł na jakąś imprezę. Wspólna gra ze znajomymi, którzy mają podobne doświadczenia, może dostarczyć niezłej frajdy. Fakt, że pudełko po ZX Spectrum w dobrym stanie może kosztować tyle co twoja komórka, a Commodore 65 nawet więcej niż Twój samochód, ale jak się postarasz to znajdziesz używany mikrokomputer w dobrym stanie za kilkadziesiąt złotych.

Gdy zdecydujesz się poczuć wspomnień czar, na nowo odkryjesz takie tytuły jak River Raid, Boulder Dash, Ninja, Zorro, Donkey Kong, Bruce Lee, Archon, Raid Over Moscov czy The Goonies, Moon Patrol, Misja, HERO, Robbo, Zybex czy trylogia Spy vs Spy. Może po takiej przygodzie w inny sposób spojrzysz na współczesne gry i zastanowisz się, jak będzie wyglądał rynek rozrywki za kolejne 20 lat…

Reklamy